Miejsca Nieoczywiste Podcast Jak Gdynia stała się Gotenhafen? (Podcast, Odcinek #52)

Jak Gdynia stała się Gotenhafen? (Podcast, Odcinek #52)

Jak Gdynia stała się Gotenhafen? (Podcast, Odcinek #52) post thumbnail image

W przeciwieństwie do rządzącej w owym czasie sanacyjnej ekipy, której nie brakowało podejrzeń o szykowanie walizek, Polacy nie mieli zamiaru ustępować ani o krok w obronie swojej ziemi, zwłaszcza tak dumnych miast jak Gdynia. Dlatego w 1939 roku w Gdyni ulice przesiąknięte były krwią, a po zaciętych walkach w dniach 8-13 września obrońcy zostali zmuszeni do wycofania się na Kępę Oksywską. Mówimy o niewielu tysiącach słabo uzbrojonych obrońców, dowodzonych przez pułkownika Stanisława Dąbka, stawiających czoła blisko 40-tysięcznym siłom niemieckim nacierającym od strony zachodniej Sopotu i południa.

Istnieje słynne zdjęcie przedstawiające żołnierzy Wehrmachtu podnoszących szlaban. To właśnie zdjęcie z granicy między Gdynią a Wolnym Miastem Gdańsk w Kolibkach, co więcej – zostało wykonane dopiero 14 września. Obrońcy Kępy Oksywskiej toczyli z wrogiem bitwy około 19 razy w dniach między 14 a 19 września, ponosząc straty przekraczające 2000 zabitych i 3500 rannych. Jak donosi Encyklopedia Miasta Gdyni, żadna formacja polska w 1939 roku nie poniósł takich strat jak w Lądowej Obronie Wybrzeża.

Ranny już pułkownik Dąbek odebrał sobie życie 19 września, podczas gdy Naczelny Wódz i jego otoczenie od 18 września delektowali się koniakiem w Rumunii. Tak zakończyła się obrona Kępy Oksywskiej. Warto przy tym wspomnieć, że w bitwie pod Monte Cassino, choć poległo 1200 polskich żołnierzy, to liczba ofiar po stronie aliantów była znacznie większa. 

Początki administracji niemieckiej

Końcowa faza polskiej administracji zazwyczaj datowana jest na 14 września, kiedy to do Gdyni wkroczył generał Friedrich Eberhardt na czele 12000 żołnierzy, co stanowiło początek dramatycznych wydarzeń. Ten sam generał, który hojnie pozwolił majorowi Sucharskiemu zachować szablę po kapitulacji Westerplatte, był również odpowiedzialny za bezwzględne egzekucje obrońców Poczty Polskiej. W celu ułatwienia pacyfikacji Gdyni, generał Eberhardt wybrał 100 znaczących mieszkańców miasta jako zakładników. Ci ludzie natychmiast zostali zarejestrowani przez Gestapo w ramach operacji Tannenberg, prowadzonej przez Einsatzgruppen, specjalne jednostki Sipo, policji politycznej. Jednak to tylko wstęp do ciemnej historii, która kulminowała w masowych mordach w Piaśnicy.

Jedyną polską organizacją, która kontynuowała działalność po zajęciu miasta przez Niemców, był Polski Czerwony Krzyż. Już na początku wojny około 2000 osób z Gdyni trafiło do obozu KL Stutthof. 19 września 1939 roku, na mocy decyzji samego Hitlera, Gdynia została przemianowana na Gotenhafen i stała się niemieckim portem.

Gotenhafen

Oddziały niemieckie na ul. Świętojańskiej przed ratuszem 14 września 1939 roku

Zachowało się rozporządzenie, nakazujące mieszkańcom podczas pobytu Adolfa Hitelra w Gdyni, m.in. Adolf Hitler Straße, Hindenburg Straße czy Adolf Hitler Platz, bezwzględny zakaz opuszczania domów. Współcześnie te ulice to Świętojańska, Piłsudskiego oraz Plac Kaszubski. Istnieje zdjęcie, na którym można zobaczyć Führera opuszczającego dworzec gdyński. To obrzydliwe!

25 października 1939 roku niemiecki Zarząd Wojskowy przekazał miasto niemieckim władzom cywilnym. Wciąż działał wtedy tzw. Ponische Burgerdienst Gotenhafen (polska służba cywilna), pomimo że niemiecka administracja skarbowa zaczęła już ściągać podatki od lokalnej ludności. Nie należy kłaść zbyt dużej wagi na daty, gdyż różnią się one w różnych źródłach. Ważne jest, aby obserwować cały proces. Gotenhafen został włączony w skład okręgu Gdańsk – Prusy Zachodnie.

Gotenhafen

Choć Gdynia nie była jedynym miastem, które zyskało nową, niemiecką nazwę, Niemcy szykują się do masowej kolonizacji i trwałego włączenia jej w struktury III Rzeszy. Warto wspomnieć, że Łódź w tym okresie stała się Litzmannstadt, upamiętniając pruskiego generała Karla Litzmanna z I wojny światowej, a piastowski Płock przemianowano na Schröttersburg, na cześć kartografa Friedricha Leopolda von Schröttera.

Przy wyborze nazwy “Port Gotów”, Niemcy sięgnęli do przedsłowiańskich czasów i plemion, które zamieszkiwały ten obszar. Podobnie zmieniano nazwy ulic – Starowiejska stała się Gotenstraße, ul. Jana z Kolna została przemianowana na Wikingerstraße, a Wójta Jan Radtkego, dawniej Migały, stała się Frankenstraße. Wzgórze św. Maksymiliana, znane jako wzgórze Foscha, zostało nazwane Baltenberg, czyli Wzgórze Bałtów. Bałtowie mogą jeszcze wrócić…

Interesujący jest również fakt, że historia herbu miasta sięga okresu przedwojennego, gdyż młode miasto jeszcze go nie miało. W czasie wojny Niemcy szybko wprowadzili herb w postaci srebrnego drakkaru na niebieskim tle, symbolizującego przybycie Gotów do Gdyni. Ostateczna wersja herbu, z dwoma rybami na czerwonym tle, została zatwierdzona dopiero po wojnie, prawdopodobnie w 1979 roku.

Herb Gotenhafen

Herb Gotenhafen

Miasto szybko przystosowywano do służby dla “nowych panów”. Usunięto wszelkie polskie elementy z miejsc publicznych, wysadzono w powietrze mauzoleum generała Gustawa Orlicz-Dreszera na Oksywiu, a mienie publiczne zostało znacjonalizowane. W miarę przekształcania portu w bazę Kriegsmarine, zbędne urządzenia cywilne przeniesiono do portu w Gdańsku.

Wysiedlenia prowadzono na stosunkowo brutalnych zasadach, tworząc w Orłowie tzw. dzielnicę niemiecką. Pierwsze 4000 osób wysiedlono 12 października 1939 roku, oferując im “bezpłatną podróż” w kierunku Częstochowy, Kielc, Siedlec i Lublina. Niefortunnie było mieszkać w Orłowie w tamtym czasie… Orłowskie wille, dawniej należące do Polaków, zostały przekształcone w mieszkania służbowe dla oficerów SS i Kriegsmarine.

Nadburmistrzem Gdyni został Horst Schlichting z Sopotu, członek NSDAP i SS, podlegający gauleiterowi Albertowi Forsterowi, który stał na czele Okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie. Forster miał na sumieniu Piaśnicę, ale dzięki jego polityce część ludności polskiej pozostała w mieście, przekształcona w siłę roboczą.

Przed wojną, Gdynia liczyła około 127 tys. mieszkańców, część z nich opuściła miasto podczas wojny obronnej. Po zdobyciu miasta, napłynęła tu ludność niemiecka, a wysiedlenia przyczyniły się do dalszego spadku liczby mieszkańców. W ciągu 2 miesięcy z miasta zniknęło kolejne 12 tysięcy osób. Trudno jest określić dokładną liczbę, ale Gdynia podczas okupacji była miastem, którego populacja wzrosła.

Wojenny rozwój miasta

Wzrost populacji Gdyni był bezpośrednio związany z rozwojem bazy Kriegsmarine oraz stoczni należącej do Deutsche Werke z Kilonii, o których wspomnieliśmy wcześniej w kontekście Głogowa i U-Bootów. Tereny takie jak Śródmieście, Wzgórze Świętego Maksymiliana, Redłowo i Orłowo były zamieszkałe głównie przez niemiecką ludność napływową. Tam znajdowały się urzędy, kawiarnie, kina oraz jedyne boisko sportowe w mieście. Natomiast peryferyjne dzielnice Gdyni, takie jak Cisowa, Chylonia, Grabówek i część Obłuża, były zamieszkane głównie przez ludność polską i kaszubską. Wiele osób zostało wysiedlonych z dzielnic niemieckich, podczas gdy inni Polacy zostali sprowadzeni do miasta ze względu na potrzeby gospodarki wojennej.

Plany niemieckie były ambitne – już na początku 1940 roku obsługa Kriegsmarine miała liczyć 25 tysięcy osób, co przekładało się na znaczący wzrost zatrudnienia w stoczni. Stocznie, początkowo funkcjonujące głównie jako zakłady remontowe, zatrudniały tysiące pracowników. W 1941 roku, wzdłuż dzisiejszej ulicy Morskiej, utworzono obóz pracy przymusowej, w którym przetrzymywani byli Francuzi, Belgowie oraz włoscy rebelianci. Pracowali oni przy budowie okrętów, a liczba robotników wahała się między 2 a 4 tysiącami osób.

Względy strategiczne, takie jak zasięg bombowców alianckich i słabość lotnictwa sowieckiego, sprawiły, że wiele placówek szkoleniowych i produkcyjnych zostało przeniesionych z Gdyni do bardziej bezpiecznych miejsc. Miasto stało się kluczowym ogniwem w strukturach Niemieckiej Marynarki Wojennej, razem z Gdańskiem, Piławą i Królewcem, tworząc system baz i zakładów produkcyjnych, który miał z biegiem lat wojny odgrywać kluczową rolę.

W Śródmieściu Gdyni, tylko dla niemieckiej ludności istniały instytucje kulturalne. W 1943 roku, na terenie dzisiejszego Placu Grunwaldzkiego, który wówczas nosił nazwę Scharnhorst-Platz, wzniesiono Stadthalle – surowy budynek, bardziej przypominający stodołę niż ośrodek kulturalny. Był to miejsce rozrywki dla niemieckich oficerów i ich rodzin, działające w ramach akcji “Kraft durch Freude” – czyli “Siła przez Radość”, nazistowskiego towarzystwa dbającego o morale obywateli.

Po wojnie, w 1945 roku, to właśnie Gdynia, a nie Gdańsk, posiadała w pełni funkcjonującą scenę teatralną. Powstał tu Teatr Miejski Komedia, który w 1947 roku zmienił nazwę na Teatr Miejski Wybrzeże w Gdyni. W jego zespole występowali znani artyści, jak Ludwik Benoit, Bronisław Pawlik czy Barbara Kraftówna. W 1958 roku Rada Miasta przekazała jedną ze swoich sal plenarnych na potrzeby teatralne, a “Stodoła” została poddana remontowi. Na jej miejscu powstał Teatr Miejski w Gdyni przy ulicy Bema. Niestety, w 1960 roku, w wyniku zwarcia instalacji elektrycznej, dawna Stadthalle została doszczętnie zniszczona przez pożar. Obecnie w tym miejscu znajduje się Teatr Muzyczny. Pomimo zniszczenia, wspomnienie artystów, którzy występowali na tej scenie, powinno być nie tylko zachowane, ale także docenione.

Dwa okręty

Na zakończenie należy poruszyć dwie kwestie związane z okrętami Kriegsmarine, które na stałe wpisały się w historię Gdyni.

Pierwszym z nich jest MS Wilhelm Gustloff – niemiecki statek wycieczkowy, który zapewniał wypoczynek i rozrywkę członkom NSDAP. Dawniej należał do organizacji Kraft durch Freude (KdF). Nazwany na cześć zamordowanego w Bernie w 1936 roku członka NSDAP, Wilhelma Gustloffa, statek ten pełnił rolę szpitala polowego podczas wojny. Jego tragiczny los przypieczętowała ostatnia misja 30 stycznia 1945 roku, kiedy to podczas transportu ponad 1000 żołnierzy, rannych, kobiet ze służb pomocniczych i cywilnych uchodźców z Gdyni i Prus, statek wpadł na torpedy sowieckiego okrętu podwodnego. Zatonął w okolicach Łeby, a w chaotycznej akcji ratunkowej uratowano ponad 1200 osób. Chociaż ta katastrofa morska uważana jest za jedną z największych w historii ludzkości, to atak ten był zgodny z prawem wojennym.

Drugim okrętem wartym wspomnienia jest pancernik Gneisenau, który można spokojnie uznać za “prezent” od III Rzeszy dla Polski. W 1945 roku, wychowujący się Niemcy zatopili kadłub Gneisenau u wejścia do portu w Gdyni. Mimo prób wydobycia przez wojska sowieckie, statek pozostał na dnie portu do 1951 roku. Jednak grupa polskich specjalistów przeprowadziła skomplikowaną operację wydobycia, co umożliwiło transport wraku na złom. Po tym wydarzeniu, na fali głębokiego socrealizmu, Jarosław Iwaszkiewicz napisał “Ode na wydobycie pancernika Gneisenau”, a z wraku wydobyto nawet nadające się jeszcze do remontu turbiny.

Zakończenie

W środkowej części marca 1945 roku, na obszarze dzisiejszego Trójmiasta, pojawiła się armia II Frontu Białoruskiego, a Gdynia znalazła się w obrębie tzw. Festungring Gotenhafen, czyli pierścienia obronnego. Sowieckie natarcie na Gdynię rozpoczęło się 14 marca, a po zaledwie 12 dniach bitwy pierwsze sowieckie czołgi pojawiły się na ulicy Świętojańskiej, być może towarzyszyły im także pojazdy pancernych bohaterów z I Brygady Pancernej Westerplatte. Do 28 marca port został ostatecznie zajęty, a niemieckie siły zostały zepchnięte w kierunku Oksywia, gdzie broniły się zaciekle. Bitwa o Gdynię pochłonęła życie 50 000 Niemców, a kolejne 19 000 trafiło do niewoli. W ten sposób kończy się historia Gotenhafen. Nie jest pewne, czy to już początek Polski, bowiem pierwszym komendantem miasta został sowiecki pułkownik Sirgiejenko. Na szczęście rabunki i gwałty czerwonoarmistów nie osiągnęły takiego nasilenia jak w innych miastach, ponieważ obok Sowietów do Gdyni wkroczyli również żołnierze Wojska Polskiego.

Zapraszam do wysłuchania na YouTube oraz na większości platform podcastowych.

Podcast "Miejsca Nieoczywiste" to podróż przez mało znane zakamarki Polski, prowadzona przez entuzjastów podróży. Historia miejsc, bogata w tajemnice i niezwykłe wydarzenia, staje się dostępna dla każdego słuchacza. Podcast reprezentujący ciekawe i nietypowe podcasty historyczne. 
W audycji są przedstawiane zarówno miejsca bliskie, jak i te bardziej odległe, zaskakujące swoją historią i znaczeniem dla kultury kraju. "Miejsca Nieoczywiste" stawiają na różnorodność podróży, tworząc przestrzeń dla tych, którzy chcą odkrywać ciekawe zakątki Polski

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Zobacz także

Anna Jagiellonka

Ach te Anki! Anny z dynastii Jagiellonów i zamek w Golubiu-Dobrzyniu (Podcast, Odcinek #68)Ach te Anki! Anny z dynastii Jagiellonów i zamek w Golubiu-Dobrzyniu (Podcast, Odcinek #68)

Zamek w Golubiu-Dobrzyniu, pierwotnie nazywany “vila Golube”, ma bogatą historię sięgającą jeszcze czasów średniowiecza. W roku 1258, to malownicze miejsce zostało nadane biskupowi włocławskiemu, Wolimirowi, przez Konrada Mazowieckiego. W tamtych